„Zaufanie zdobywa się latami”

1324
wyświetlenia

Alicja Marek przez 24 lata piastowała stanowisko dyrektora banku, który dzisiaj znany jest pod nazwą Bank Zachodni WBK. W rozmowie z naszym dziennikarzem ustępująca dyrektor opowiada o początkach pracy w słupeckim banku, specyfice tamtego czasu, wspomina anegdoty, jakie były jej udziałem i opowiada o swoich planach na przyszłość.

Alicja Marek to dyrektor z 24-letnim stażem pracy; otwarta, ciepła osoba, profesjonalna w każdym calu – właśnie tak określają ją zarówno klienci jak i współpracownicy. Odwiedziliśmy bohaterkę naszego wywiadu w placówce Banku Zachodniego WBK, gdzie spędziła długie lata swojego życia. Oto jej historia.

Przebieg kariery zawodowej

Alicja Marek – dyrektor Wielkopolskiego Banku Kredytowego i dalej Banku Zachodniego WBK od  1 lutego 1989 roku do 27 czerwca 2013 roku-Po studiach, dokładnie 1 grudnia 1975 roku rozpoczęłam pracę w Narodowym Banku Polskim. Pracowaliśmy wówczas w tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się słupecki wydział komunikacji, w jednej z jego części, a później mieliśmy siedzibę w dzisiejszym budynku starostwa. Pracowałam na stanowisku inspektora kredytowego w Narodowym Banku Polskim do 1988 roku i od 1 września byłam pełnomocnikiem do utworzenia banku komercyjnego, czyli Wielkopolskiego Banku Kredytowego na naszym terenie. Była to taka specyficzna sytuacja w Słupcy, gdzie Narodowy Bank Polski pozostawał, a my tworzyliśmy oddział WBK; w innych miejscowościach wyglądało to w ten sposób, że NBP przekształcał się w bank komercyjny. Z dniem 1 lutego 1989 roku zostałam dyrektorem WBK w Słupcy – i tak to się zaczęło.

Jak wyglądał tamten czas w Słupcy, jaka była relacja na linii bank-klient, jaka była mentalność ludzi?

-Były to zupełnie inne czasy, bez porównania z tym, co jest dziś. Uczyliśmy się wszyscy zarówno klienci, jak i bankowcy. Wówczas klient indywidualny obsługiwany był głównie przez PKO i BS, natomiast wiedza na temat banków komercyjnych dopiero do nich docierała, dotarcie z nią do klientów to było nasze zadanie. Zupełnie inaczej pracowało się z klientem.  Na początku oferowaliśmy podstawowe produkty bankowe – mam na myśli obsługę kont firmowych, przelewy, różnego rodzaju płatności, kredyty na działalność gospodarczą. Uczyliśmy klientów korzystania z nowych produktów i usług bankowych, a z drugiej strony i my musieliśmy uczyć wszystkich nowości i najważniejsze „nauczyć się” klienta – to był proces równoległy. Po 3-4 latach przejęliśmy również obsługę walutową i początki obsługi klienta indywidualnego. Nasze zadanie koncentrowało się na pozyskaniu klientów , zbudowaniu pozytywnego wizerunku i prestiżu Banku, stworzenie warunków w których klient zechce obdarzyć nas zaufaniem. Był to czas trudnych, odważnych decyzji, codziennej ciężkiej pracy.  Zadanie to było o tyle łatwiejsze, że zarówno moi pracownicy jak i ja wywodziliśmy się z NBP, gdzie byliśmy nauczeni od początku systematycznej i dokładnej pracy.

Jaki przyświecał Pani cel?

-Przede wszystkim zdobyć zaufanie klientów, zaoferować im wysoką jakość obsługi, nawiązać trwałe relacje (mamy klientów z którymi współpracujemy od początku czyli od 24 lat), otwarcie na jego potrzeby. Bazę klientów budowaliśmy w oparciu o bardzo dobre relacje z klientami podparte bardzo dobrą pracą pracowników, ten element mojej pracy był zawsze dla mnie bardzo ważny. Bez klientów nie byłoby Banków. Odpowiadając na pytanie moim celem był rozwój Oddziału, ugruntowanie pozycji i dobrego wizerunku Banku na naszym terenie, rozwój umiejętności pracowników, podnoszenie jakości obsługi.

Anegdoty związana z miejscem pracy, niezwykli klienci…

-…wszyscy klienci są niezwykli, cudowni, może dlatego, że lubię mieć z nimi kontakt i zawsze był on na dobrym poziomie. Anegdota? Pamiętam, że miałam takiego klienta, który zadzwonił do nas do banku i mówi:

Z dyrektorem poproszę

Oczywiście przedstawiam się:

Alicja Marek, BZW BK, w czym mogę pomóc?

Pan:

-Ja poproszę z dyrektorem.

Odpowiadam:

-Słucham Pana.

Na co mężczyzna:

-Ale ja poproszę z dyrektorem Markiem.

Z uśmiechem odpowiedziałam:

-Alicja Marek, słucham Pana.

Klient:

-A ja myślałem, że będzie chłop.

Była jeszcze taka, dość trudna sytuacja, bo mieliśmy problemy kadrowe i nie wszystkie kasy były czynne, zrobiła się kolejka. Niektóre operacje kasowe wymagają zatwierdzenia na tzw. „drugą rękę”, więc stanęłam za kasami, żeby było szybciej. W pewnym momencie klient mówi do mnie:

-Czy Pani nie mogłaby Pani posadzić tam kogoś jeszcze?

Niestety  tak wszyło, że personel się pochorował, ktoś był na urlopie , poinformowałam o tym klienta, na co on do mnie:

-To niech Pani usiądzie!

Pan wybaczy, ale ja nie mam uprawnień… – mówię grzecznie.

To trzeba było się uczyć – skwitował klient.

Sytuacje bywają przeróżne, także i przykre, ale pamiętam tylko te pozytywne.

Czego uczy praca w banku?

-Pracowitości, sumienności, dokładności, wysokiej jakości pracy i szacunku do klienta.

Współpraca dyrektor-podwładny

-Będąc dyrektorem podejmuje się wiele decyzji: niektóre są łatwe, przyjemne, inne niesamowicie trudne, a najtrudniejsze są właśnie decyzje kadrowe. Uważam, że relacje w oddziale mamy nie tyle partnerskie, co nawet rodzinne. Z tymi ludźmi pracuję wiele, wiele lat i nasze wzajemne kontakty są ciepłe i oparte na zaufaniu. To ostanie jest elementem niezbędnym, bo pracujemy przecież z klientem  i pieniądzem. Wspomniane zaufanie zdobywa się latami, przez czytelną, klarowną i szczerą komunikację. Na spotkaniu pożegnalnym, które miało miejsce 28 lutego, stawili się wszyscy pracownicy, co było naprawdę niezwykle miłe.

Budynek banku został oddany do użytku w 1988 rokuCzy są osoby, którym chciałaby Pani dziś w sposób szczególny podziękować?

-Jest kilka osób, dzięki którym znalazłam się w tym miejscu. Pan Stefan Pośpiech – był to mój dyrektor w Narodowym Banku Polskim, który „namaścił” mnie na dyrektora tej placówki wraz z Panem Zdzisławem Hyżym, dyrektorem wojewódzkiego oddziału NBP w Koninie. Miałam bardzo dobrego nauczyciela, który pracował ze mną w NBP i potem w WBK – był to mój bezpośredni szef, ś.p. Pan Henryk Czarciński. To są osoby, które mną pokierowały. Wdzięczna jestem swoim najbliższym  (mąż ,syn , córka męża – wytrzymywali moją częstą nieobecność w domu, późne godziny powrotu z pracy). Moim rodzicom – ś.p. Anieli i Wincentemu Woźniakom, to byli cudowni , niezwykli ludzie, cieszący się moim sukcesem zawodowym; wiele mi pomogli w prowadzeniu domu, wychowywaniu dziecka – oboje z mężem wówczas pracowaliśmy i wiele spraw codziennych, domowych spadało siłą rzeczy na Nich. Wsparcie miałam także ze strony mojej teściowej Sabiny , ze strony mojej siostry Ireny i jej męża, serdecznej przyjaciółki Izy. Lista osób, którym pragnę podziękować jest długa nie sposób wszystkich wymienić. Spotykałam bowiem na swojej drodze bardzo pozytywne osoby.

Nie obca jest Pani działalność społeczna…

– W ramach Banku działa Fundację Banku Zachodniego WBK, którą rozpropagowałam  na tym terenie i dzięki temu poznałam mnóstwo fantastycznych osób. W ramach Fundacji działa program „Bank Dziecięcych Uśmiechów”, niosący pomoc najbardziej potrzebującym dzieciom. Bardzo często współpracowałam  z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie, szkołami i szeregiem innych instytucji działających na rzecz dzieci. Warto zaznaczyć tutaj inicjatywę we współpracy ze słupeckim ekonomikiem „Bezpieczna szkoła”, czy pomoc dla Ośrodka Wsparcia Dzieci i Młodzieży z Interwencją Kryzysową w Lądku. Najwięcej pokory nauczyła mnie współpraca z Domem Pomocy Społecznej w Mielżynie, prowadzonym przez siostry Dominikanki; nasza obecność na spotkaniach wigilijnych czy noworocznych, styczność z ludzką tragedią to ogromne przeżycie. Udało nam się zorganizować kilka wyjazdów dla dzieci z domów o trudnej sytuacji materialnej. Działalność ta daje ogromną satysfakcję osobistą , uśmiech na twarzach dzieci to dla mnie najcenniejsza nagroda .

Plany na przyszłość?

-Zacznę od tego, że uporządkuję „pokoleniowe dokumenty”, ponieważ nie było na to wcześniej czasu. Być może wrócę do dawnej pasji, jaką było podróżowanie. Mam także w planach „odkurzenie” dawnych znajomości… kocham ludzi i nie wyobrażam sobie odciąć się od nich i zamknąć się w domu.  Nasz syn Łukasz z rodziną jest w Szkocji, tam też mam ukochaną wnuczkę Anastazję, których chcę odwiedzić: pobyć tam i trochę rozpieścić wnuczkę – to na pewno najważniejsza sprawa. Chcę wrócić także do czytania książek – o podróżach, innych kulturach, bardzo interesują mnie takie tematy. Moim marzeniem jest podróż do Chin.

Na zakończenie proszę powiedzieć, czego życzyć na dalszy czas?

-Zdrowia i tego, abym w dalszym ciągu miała w sobie tą pogodę ducha.

I tego właśnie Pani życzę, dziękując za rozmowę.

-Dziękuję. Korzystając z okazji  serdecznie dziękuję moim klientom, za wieloletnią, bardzo dobrą współpracę, za ciepłe relacje z nimi, za zaufanie , którym obdarzyli mnie, nasz Bank. Życzę wszystkim pomyślności w życiu zawodowym i osobistym.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ