Śmiertelny wypadek w Bukowem

1754
wyświetlenia

„Jak rozcinali samochód wypadła butelka wódki”

52-letni mężczyzna nie żyje, 44-latek w stanie ciężkim trafił przewieziony śmigłowcem do szpitala w Koninie. Jego stan określa się, jako bardzo ciężki. To wynik zderzenia opla vectra z drzewem w miejscowości Bukowe (gmina Zagórów), do którego doszło w minionym tygodniu.

Zwykły, słoneczny, spokojny dzień w Bukowem nagle przerwał ogromny huk. Ludzie wyszli z domów, aby zobaczyć co się stało. Samochód wjechał prosto w drzewo. W środku było dwóch nie dających oznak życia mężczyzn. „W żaden sposób nie dało się wyciągnąć poszkodowanych z pojazdu. Auto było mocno zaklinowane. Natychmiast któryś z nas wezwał straż pożarną i pogotowie ratunkowe” – opowiada jeden ze świadków tragicznego zdarzenia Paweł Struszczyk z Bukowego.

Policja bada przyczyny wypadku, choć już dziś wiadomo, że do zderzenia doszło na skutek nadmiernej prędkości. Wcześniej podobno widziano kierowcę auta wychodzącego ze sklepu spożywczego w Bukowem, który zataczał się od alkoholu. Potwierdzają to inni świadkowie, którzy są zgodni co do tego, że obaj mężczyźni byli pod wpływem alkoholu. „Kiedy straż rozcięła drzwi i dach wraku, wyleciała nawet otwarta butelka z wódką. Musieli pić po drodze, a jechali ponoć do miejscowego mechanika. Do celu dzieliło ich niespełna kilkaset metrów. Prędkość musiała być zawrotna, sądząc po efekcie tego zderzenia. Mieszkańcy Imielnego nie mieli też zapiętych pasów bezpieczeństwa” – opowiadają świadkowie wypadku w Bukowem.

Natychmiast przystąpiono do akcji ratunkowej. Przybyły na miejsce zdarzenia lekarz, po wstępnych oględzinach stwierdził zgon u pasażera, 52-letniego Lecha M. Kierowca dawał oznaki życia. Zdecydowano się wezwać śmigłowiec ratownictwa medycznego z Poznania, który za zgodą rodziny zabrał mężczyznę do szpitala w Konie. Jego obrażenia były poważne, stwierdzono uraz czaszkowo-mózgowy, połamane kończyny górne i dolne oraz kręgosłup. Lekarze chwilowo nie dawali szans pacjentowi. W chwili zamknięcia naszego numeru, informacje wskazywały na to, że sprawca jednak żyje.

Więcej w najnowszym  wydaniu Głosu Słupcy

1 KOMENTARZ

  1. „Kiedy straż rozcięła drzwi i dach wraku, wyleciała nawet otwarta butelka z wódką” hahah następnym razem niech autor artykułu sam sprawdzi a nie pisze głupoty!!!! Od kiedy artykuł piszę się tylko z plotek osób nieuczestniczących w zdarzeniu!!! Czasami przed napisaniem artykułu „dziennikarz” niech sam zajrzy co się dzieje bo artykuł w tym momencie jest niekompetentny i w części nieprawdziwy!!!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ