Skończyło się na strachu!

1211
wyświetlenia

Jest piątek godz. 13:50, dyżurny PSP Słupca otrzymuje zgłoszenie o pożarze budynku mieszkalnego przy ul. Sikorskiego w Strzałkowie. Jest również informacja o tym, że kobieta, która dzwoni, jej córka i babcia nie mogą się wydostać z domu, bo wyjście jest odcięte przez bardzo szybko rozprzestrzeniający się dym– mówi nam rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Słupcy, starszy kapitan Dariusz Różański.

Tak rozpoczęło się piątkowe popołudnie dla pani Kamili Śmiechowskiej, jej córki Nicoli i babci 3-letniej dziewczynki. Chwilę przed wybuchem pożaru pani Kamila zeszła do kotłowni by dołożyć do pieca. Już mi prawie w tym piecu przygasło, ale pomyślałam, że wrzucę jeszcze drewno i może się rozpali. Wróciłam do góry, położyłam córkę spać i poszłam do kuchni po telefon – mówiła nam pani Śmiechowska. Kiedy kilka minut później pani Kamila spostrzegła, że na górze domu rozprzestrzenia się dym, zorientowała się, że w kotłowni wybuchł pożar. Zeszłam na dół, otworzyłam kotłownię, a tam już paliły się kartony, gazetyi opał. Próbowałam najpierw sama gasić, bo w kotłowni jest kran z wodą. Wzięłam wiadro, ale wszystko coraz bardziej się paliło i nie dałam rady – dodała. Nie zastanawiając się długo pani Kamila wróciła na górę, zawiadomiła straż i otworzyła wszystkie okna. Czekając na przybycie strażaków zamknęłam drzwi do pokoju i przysłoniłam je kocami, by dym nie dostał się do środka, a babci i małej kazałam stanąć przy oknie – opowiada poszkodowana

Więcej w najnowszym numerze Głosu Słupcy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ