Moja kochana cegła

1300
wyświetlenia

Telefony komórkowe to jedno z tych urządzeń, które w zastraszająco szybkim tempie przeniknęły do codziennego użytku praktycznie każdego z nas. O zaletach pisać nie trzeba – o negatywnych aspektach takiego obrotu spraw… owszem.

Historia w pigułce

Na dobry początek warto zaznaczyć, że pierwsze działania zmierzające w kierunku stworzenia popularnych dziś komórek miały miejsce w latach 40tych i 50tych. Prototyp telefonu komórkowego ma na swoim koncie firma Ericsson – szwedzka placówka dokonała tego w roku 1956. Cytując różne źródła mówi się o tym, że samo urządzenie kosztowało tyle co samochód. Wymiary? Dalekie były od dzisiejszych, kieszonkowych urządzeń – wielkością telefon komórkowy przypominał wówczas średnią walizkę i ważył około 40 kilogramów. Pod strzechy urządzenie trafiło dopiero 17 lat później – dokładnie 3 kwietnia 1973 roku w Nowym Jorku firma Motorola wprowadziła do obrotu swój pierwszy telefon komórkowy o zawiłej nazwie DynaTAC (DYNamic Adaptive Total Area Coverage). W porównaniu do szwedzkiego prekursora telefon ważył 0,8 kg i miał wymiary cegły (jest to bardzo wdzięczne porównanie). Z ciekawostek należy nadmienić, że pierwszego SMSa wysłano 3 grudnia 1992 roku. W miarę jak wspomniana komórka rozwijała się pod każdym względem u naszych północnych sąsiadów i w krajach przeżywających boom na tle technologicznym, do kraju nad Wisłą pomalutku komórki zaczęły przybywać i pojawiać się to tu to tam. Popularne Nokie o ceglastych gabarytach budziły podziw i były obiektem pożądania – nikt wtedy nie myślał o smartfonach, dotykowych ekranach i minimalistycznych wymiarach. Zielony wyświetlacz, piskliwe dzwonki, możliwość pisania SMSów – to był szczyt marzeń.

Technika pożarła nas i wypluła kosteczki…

Początkowo na wspomnianą Nokię było stać albo tych o zasobniejszych portfelach, albo tych wytrwałych w oszczędzaniu. Operatorzy nie rozpieszczali swoich klientów darmowymi rozmowami i pakietami, obniżającymi koszty połączeń czy wysyłania SMSów. Mimo to człowiek z umiłowaniem patrzył na swoją kochaną cegłę. Potem było już z górki – konkurencja rosła w siłę, ruszył wielki wyścig: mniejsze, lepsze, bardziej funkcjonalne, inteligentne, intuicyjne… Przewidywania wszystkich tych, którzy śledzili rozwój tej technologii sprawdziły się: operatorzy kuszą nie stawkami za połączenia czy SMSy a pakietami internetowymi, korzystnymi cenami telefonów komórkowych i drzemiącym w nich potencjale. Podobnie jest z pojęciem smartfona, który właśnie w tej chwili skutecznie wypiera tradycyjną komórkę. Dlaczego? Powodów jest wiele, skupmy się jednak na najważniejszych: wydawanie komend głosowych, wbudowana nawigacja, ostry jak brzytwa aparat fotograficzny, możliwość nagrywania filmów w jakości FullHD, dostęp do internetu, który otwiera morze możliwości – a wszystko to w urządzeniu mieszczącym się w ręku, o grubości mniejszej niż pół centymetra.

Kanikuły” na pogrzebie dziadka

Szkoła, praca, kościół, sklep, ulica, imieniny cioci Ani, kino – wszędzie tam na 99,9% usłyszymy dzwonek telefonu. Z okolicznościami w których po prostu telefon nie powinien dawać znaków życia bywa różnie – najczęściej jest tak, że znajdzie się baran jeden z drugim, który zapomni telefonu wyciszyć. I wiecie co? Baran to określenie bardzo delikatne i pobłażliwe. Kto normalny idąc do kościoła, na pogrzeb czy na randkę z fajną blondynką ZAPOMINA, żeby telefon wyłączyć, albo chociaż wyciszyć? „Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie” a tu z kieszeni lecą sobie „Kanikuły”… Zastraszająca większość z nas nie wie (albo nie chce tego przyjąć do wiadomości) że komórki są dla nas a nie odwrotnie. A dzwoniący telefon w takich momentach to przejaw braku szacunku, braku oleju w głowie i jeszcze kilku odruchów, którymi powinien odznaczać się człowiek myślący. I kiedy we wspomnianych sytuacjach jesteś tym niechlubnym bohaterem powinieneś wstać, przeprosić i sprzedać swój wspaniały telefon a pieniądze oddać na szczytny cel – np. na walkę z analfabetyzmem w krajach tzw. trzeciego świata. Amen.

Filip Muszyński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ