Wiadomość o sobotnim wypadku komunikacyjnym polskiego autokaru na serbskim odcinku autostrady obiegła krajowe i międzynarodowe media. Wskutek kolizji śmierć na miejscu poniosło dwóch policjantów i jedna obywatelka Słowacji – trzeci policjant zmarł w szpitalu. W centrum wydarzeń znaleźli się mieszkańcy naszego powiatu, którzy właśnie tym nowoczesnym autokarem wracali do kraju…
Magdalena Kożuchowska (Powidzanka, od niedawna mieszkanka Słupcy) wraz z Ryszardem Urbanowiczem, mieszkańcem Wrześni postanowili po raz drugi odwiedzić Bułgarię i wybrali się we wspólną podróż, by uczcić czwartą rocznicę swojego związku. Nic nie zapowiadało, że w sumie dwutygodniowy wyjazd przeniesie w drodze powrotnej śmiertelne żniwo. Specjalnie dla „Głosu Słupcy” zdecydowali się opowiedzieć o tym, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia, blisko 800 km od kraju nad Wisłą…
–To największy autobus, jaki został wyprodukowany do przewozów pasażerskich – ma 15 metrów długości i jest najnowocześniejszym autokarem, jaki porusza się po Europie; Polska kupiła 5 takich pojazdów do obsługi VIP-ów na czas EURO 2012 – dalej zostały one sprzedane firmom, które świadczą usługi przewozowe po Europie właśnie; są bardzo bezpieczne i nowoczesne, wygodne – jest to naprawdę luksusowy środek transportu – tłumaczy Ryszard Urbanowicz
–I ten autobus właśnie nas uratował – dodaje kobieta. – Kilka minut przed zdarzeniem spaliśmy – zaczęli wyświetlać już trzeci film, wszyscy byli zmęczeni i większość z nas spała. Nagle krzyk: HAMUJ! Tylko tyle każdy słyszał – siedzieliśmy w ostatnich miejscach w pojeździe, który ma w sumie 65 miejsc dla samych podróżujących. Myśmy nie widzieli dokładnie momentu uderzenia – dopiero po wyjściu z autokaru część ludzi pobiegła ratować ludzi w autach w które uderzyliśmy, a część do naszego kierowcy…
– Po wyjściu z autobusu widzisz kupę złomu, dach auta w rowie, nie wiesz co się stało, ale wiesz, że musieli zginąć ludzie – opowiada Ryszard.
Więcej w najnowszym wydaniu Głosu Słupcy









