Chwycił nóż znajdujący się na stoliku i zadał cios

1242
wyświetlenia

W środę, 7 listopada w Sądzie Rejonowym Stare Miasto w Poznaniu odbyła się rozprawa Roberta A. i Mateusza K. Jak się na wstępie okazało Temida ponownie rozdzieliła sprawy obu panów i ostatecznie tego dnia w charakterze oskarżonego przed obliczem sądu stanął Mateusz K.

Oskarżycielem jest tutaj Prokuratura Rejonowa Poznań Nowe Miasto w Poznaniu. Mateusz K. (22l), mieszkaniec Słupcy, został oskarżony o to, że od 30 maja do 1 czerwca w Poznaniu, Swarzędzu i okolicach Słupcy ukrywał i pomagał Robertowi A., dostarczał środek transportu, żywność i informację, tj. czyn z art. 239 par. 1 kodeksu karnego: „Kto utrudnia lub udaremnia postępowanie karne, pomagając sprawcy przestępstwa, w tym i przestępstwa skarbowego uniknąć odpowiedzialności karnej, w szczególności kto sprawcę ukrywa, zaciera ślady przestępstwa, w tym i przestępstwa skarbowego albo odbywa za skazanego karę, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”. Sam oskarżony nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu:

Nie pomagałem mu się ukrywać, nie przynosiłem mu jedzenia, nie przesiadywałem z nim – przebywałem z nim to fakt, ale nie przez cały czas. Policja zatrzymała mnie w całkiem innym miejscu. Byłem z A., kiedy śledził pokrzywdzonego, ale nie wiedziałem z jakim celem przyjechaliśmy. Spytał mnie, czy bym go nie zawiózł, żeby mógł obejrzeć sobie ogrodzenie – miał robotę z tym związaną. Siedziałem z nim w hotelu, przy stoliku, kupiłem sobie pepsi, nie wnikałem, dlaczego tutaj siedzimy. Nagle wstał i poleciał na zewnątrz. – Oskarżony relacjonował dalej – On już po mnie nie wrócił, po 10 minutach wyszedłem, a taksówkarz spytał mnie, co mój kolega zrobił, na to odpowiedziałem, że nie wiem. Wtedy ci taksówkarze powiedzieli mi, że kolega ukuł kogoś nożem. Pokazali mi w którą stronę uciekł. Postanowiłem jechać do domu, ale ostatecznie tam nie dotarłem. Kiedy byłem w Swarzędzu Robert zadzwonił do mnie, żebym na niego poczekał, że on do mnie dojedzie. Była wtedy około 2 godzina w nocy – pojechaliśmy wtedy do Kalisza, bo Robert mówił, że ma tam coś do załatwienia z robotą. W Kaliszu byliśmy około godziny 6.00, A. rozmawiał tam z jakąś kobietą w sprawie roboty. Potem pojechaliśmy do tego hotelu – nie wiem dlaczego on nie chciał jechać do domu – chciał do hotelu, to go zawiozłem. Ja tam byłem jedną noc, a on dwie czy trzy. Pamiętam, że zostałem tam na noc, wypiłem sobie i rano pojechałem.

więcej w najnowszym wydaniu Głosu Słupcy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ